Swiatloczula.eu

poniedziałek, 30 listopada 2009

Pod słońcem Dobrudży - Konstanca

Ostatnim miastem, które "zwiedziłam" jest Konstanca. Słowo zwiedziłam napisałam w cudzysłowie, bo żeby naprawdę poznać i zwiedzić jakieś miasto potrzeba przynajmniej kilku dni. Ja w każdym z tych miejsc byłam po kilka godzin...

Położona na wybrzeżu Morza Czarnego, historyczna stolica regionu Konstanca, jest dużym portowym miastem, o przebogatej historii, sięgającej starożytności.
Początkowo miejsce to, nosiło nazwę Tomis. Wielbiciele mitów pewnie się już z nią zetknęli. To właśnie w tym miejscu, zrozpaczony król Kolchidy (z mitu o wyprawie po złote runo), po przerwanym pościgu statku argonautów, złożył wyłowione z morza szczątki swojego syna. Jakieś ziarnko prawdy może w tym być, bo słowo tomis, po grecku znaczy kawałki.

Źródła historyczne natomiast podają, że osadę założyli już w I poł. VI w p.n.e. greccy koloniści z Miletu. Miasto od początku rozwijało się bardzo szybko, ale w I połowie I w p.n.e zostało doszczętnie zniszczone przez wojska Dariusza - króla perskiego. Szybko się odbudowało, jednak nie raz jeszcze legło w gruzach.
Przedzierając się przez literaturę opisującą historię miasta wyszło mi na to, że właściwie byli tu wszyscy, Rzymianie, Bizantyńczycy, Bułgarzy, Słowianie, Awarowie, Genueńczycy i Turcy. Dopiero pod koniec XIX w. stało się własnością Rumunów.

Czasy swej największej świetności zawdzięcza Rzymianom. Pod ich panowaniem, w II w n.e. było największym ośrodkiem na zachodnim wybrzeżu Morza Czarnego. W IV w n.e założono nową dzielnicę i na cześć cesarza Konstantyna Wielkiego nazwano ją Constantiną. Wkrótce nazwę tę przyjęło całe miasto.

Wjeżdżając do Konstancy uczucia miałam dość mieszane, wszechobecne blokowiska z epoki Ceauşescu, delikatnie mówiąc, nie budzą zachwytu. Jednak jest tu coś, co rzuca się w oczy w całej Rumunii, szerokie ulice i dużo zadbanej zieleni. O ile jednak nowoczesna część miasta nie bardzo nas interesowała, o tyle starówka bardzo.
Naprawdę warto ją zobaczyć i poczuć jej klimat, przejść się przepięknym, nadmorskim bulwarem, zapuścić w stare uliczki i oczywiście rzucić okiem na rzymskie ruiny. Niestety tych ostatnich jest dość mało, większość pogrzebana jest pod murami miasta.

Zapraszam na kolejny, słoneczny spacer :)



To już przedostatnia (chyba) moja opowieść o Rumunii, na koniec trzymam coś specjalnego, coś co zrobiło na mnie największe wrażenie...
A więc ciąg dalszy jeszcze nastąpi ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 

Designed by Światłoczuła & LEW21. Powered by Blogger