Swiatloczula.eu

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Droga Transfogaraska - prawie do nieba...

To już ostatnia część mojej opowieści o Rumunii. Troszkę mi się z tym zeszło, bo najpierw nie było czasu, a potem dość długo się zbierałam, bo temat jest naprawdę wyjątkowy. Tym razem nie będzie to zwiedzanie miast ani zamków, tylko wycieczka. Wycieczka prawie do nieba, najpiękniejszą drogą Europy, jak nie świata - drogą Transfogaraską.

Droga Transfogaraska, przecinając Góry Fogaraskie - najwyższe pasmo rumuńskich Karpat - łączy Transylwanię z Wołoszczyzną. Jest drugą, najwyżej położoną drogą w Rumunii. Pierwsza to Transalpina, ale o jej pokonaniu bez prawdziwego terenowego samochodu nawet nie ma co marzyć. Nie mówiąc o posiadaniu naprawdę mocnych nerwów, bo już na tej, wszyscy mieliśmy mokre ręce, a w niektórych momentach zapominaliśmy nawet o oddychaniu i wypatrywaliśmy tylko miejsc, w których można się zatrzymać i złapać równowagę.

Droga ta, to spadek po Ceauşescu. Wymyślił ją sobie początkowo jako leśną, prowadzącą do mającego wkrótce powstać, ośrodka sportów zimowych. Jednak w trakcie budowy nastąpiła zmiana projektu i zbudowano dwupasmową drogę krajową, będąca manifestacją możliwości technicznych Rumunii.

Do budowy skierowano oczywiście żołnierzy. Podczas morderczych prac zginęło ich 20 (niektóre źródła podają, że nawet 40). Roboty trwały 5 lat, a do wysadzania skał zużyto 6 mln. kg dynamitu!

Droga jest naprawdę niesamowita, prowadzi skalnymi półkami, mostkami, wiaduktami, niezliczoną liczbą przyprawiających o zawrót głowy zakrętów. W najwyższym punkcie, na wysokości ponad 2000 m n.p.m. znajduje się prześliczne, polodowcowe Jezioro Balea, a za nim najdłuższy w Rumunii tunel.

Gdy się w niego wjedzie, nie widać nic, nawet przysłowiowego "światełka". Jest po prostu ciemność i tylko światła samochodu wskazują jak dalej jechać... To naprawdę robiło wrażenie.

Za tunelem jest jeszcze piękniej. Wspaniałym krajobrazom uroku dodają pasące się gdzieniegdzie konie, owce, czasem nienerwowo spacerują po szosie osły. Droga wznosi się i opada, skręca nagle za skałami, czasem ma się wrażenie, że dalej nie ma już nic... Ale jest. Od pewnego momentu wije się wzdłuż Jeziora Vidraru. Jest to jezioro zaporowe, bardzo długie i z racji górzystego terenu ma niezwykle poszarpaną linię brzegową. Tutaj dopiero jest mnóstwo zakrętów!

W końcu dojeżdżamy do samej zapory. Jest naprawdę ogromna, bałam się spojrzeć w dół. Ba! Bałam się nawet zbliżyć do balustrady.
Tak na oko, miała ze 150 m wysokości, z jednej strony była woda, z drugiej beton...
Zwieńczeniem tego wszystkiego jest metalowy pomnik człowieka, symbol tryumfu człowieka nad naturą. Wyobrażam sobie, jak podczas burzy muszą walić w niego pioruny... Na szczęście tego dnia pogoda była wyjątkowo piękna ;)

Za zaporą jest następny tunel, troszkę krótszy, za nim znowu baardzo stroma droga... Nagle, na jednym ze szczytów wyłania się prawdziwy zamek Vlada Palownika! Jeszcze chwilka i jesteśmy w Poienari, wszyscy głodni jak wilki, bo po drodze nie bardzo jest gdzie zjeść.
I tu dylemat, idziemy do knajpy, czy do zamku... Do zamku jest jakieś półtora tysiąca schodów, a pora robi się późna... Wygrał rozsądek, poszliśmy "coś" zjeść. Słowo coś celowo napisałam w cudzysłowie... Jedzenie tam było wyjątkowo podłe, ale zaoszczędzę Wam szczegółów.

Za to psy były bardzo zadowolone;) Pewnie zauważyliście już, że od czasu do czasu na moich zdjęciach pojawiają się psy. Zanim tam pojechałam, to wyczytałam gdzieś, że w Rumunii wszędzie można spotkać dzikie psy, nawet radzili tam, żeby zabrać ze sobą petardy... Przyznam, że troszkę się obawiałam tych psów, niepotrzebnie. To są wyjątkowo miłe i łagodne zwierzaki. Nie ma w nich żadnej agresji.
Pojawiają się wszędzie, na kempingach, w centralnych punktach miast, na szosach. Szukają jedzenia, a gdy już się najedzą, beztrosko rozkładają się i śpią. Widząc to, przyszło mi na myśl, że Rumuni muszą bardzo dobrze je traktować... Może przez to, że koniecznie chcą wierzyć iż pochodzą od starożytnych Rzymian, może bliska jest im legenda o wilczycy, która wykarmiła Romulusa i Remusa i stąd ten szacunek do psów... W Konstancy przecież nawet postawili jej pomnik. Ale to są tylko moje domysły ;)

Jeśli chodzi sam zamek, to została z niego już tylko część. Na początku XX w. na skutek trzęsienia ziemi, jego północna część zawaliła się i runęła w dół razem z wielkimi głazami, na których się wznosiła.
Tak naprawdę, poza legendami, nie ma żadnych dowodów, że to właśnie był zamek Vlada. Jednak nie można (jak w przypadku zamku w Branie) też tego wykluczyć. Przeprowadzone w 1969 r. badania archeologiczne dowiodły, że pierwotna warownia była niewielkim punktem oporu, złożonym z małej kwadratowej wieży z kamienia i została wzniesiona w I poł. XIV w. Z czasem twierdza została rozbudowana. Jest więc możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, że nad rozbudową pracowali w pocie czoła Turcy i Wołosi będący na usługach Vlada Palownika.
Następnym razem na pewno i tam dotrę. Tym razem było to niemożliwe, za późno wybraliśmy się na tę wycieczkę i baliśmy się, że za dnia nie zdążymy wrócić na kemping. Musieliśmy jechać tą samą drogą, a ponad 100 km takich rozrywek po ciemku, to by było stanowczo za dużo jak na nasze nerwy.
Prawie się udało...

I to już chyba wszystko, co chciałam Wam opowiedzieć o Rumunii... Ale nie na pewno, mogę sobie jeszcze coś przypomnieć ;)

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i serdecznie zapraszam na kolejną, ostatnią już wycieczkę :)



I to by było na tyle...

7 komentarzy:

  1. Anna P
    Blondi, przeczytałam wszystkie części Twojej rumuńskiej opowieści. Wszystko mi się w niej podoba -sposób przedstawienia zdjęć, muzyka i ciekawe informacje (masz "lekkie pióro").
    Z wielką przyjemnością zajrzałam do ogrodu botanicznego i zatęskniłam za wiosną :).
    Dziękuję za możliwość podróżowania z Tobą przez ten górzysty, ciekawy kraj.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo się cieszę Aniu, że podobają Ci się moje zdjęcia i opowieści. Ja dopiero w tym raczkuję, ale bardzo się staram. Często brakuje mi słów, żeby przekazać to co czuję, a jeszcze częściej moje zdjęcia nie oddają tego co widziałam i przeżyłam. Chyba jest to po prostu niemożliwe, ale cały czas ćwiczę. Ponoć trening czyni mistrza ;)

    Dziękuję Ci za komentarz i za to, że poświęciłaś mi trochę swojego czasu.
    Mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się czymś pięknym i ciekawym przykuć Twoją uwagę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. panda1952
    Blondi,przeczytałam i pooglądałam ,wszystko od a-z.Zaczęłam od ogrodu botanicznego ,a skończyłam na XI części rumuńskiej opowieści.Jestem zauroczona.Piękne zdjęcia , podkład muzyczny i trochę historii .Oglądając nie tylko tęsknie tak jak Anna P za majem ,bo maj jest najpiękniejszym moim zdaniem miesiącem ,ale tęsknię za latem.A tu zima sroga i biała.
    Dziękuję za przepiękną podróż.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę Alicjo, że udało mi się rozjaśnić Ci te szarobure dni. Mi też tęskno za słońcem i wiosną, jak już kiedyś gdzieś pisałam, działam na baterie słoneczne, dlatego zimą zwalniam. Ale natchnęłaś mnie i mam pomysł na nowego klipa, bo przecież zimą też bywa pięknie :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem kierowcą autobusu, dostałem zlecenie wyjazdu w styczniu 2012 do Rumuni na trase Transfogaraska. Czy jestem w stanie to bezpiecznie przejechać? Czy dałabyś mi jakies wskazówki, poniewaz sie obawiam zimy w Karpatach. Bardzo Cie proszę , ponieważ zostało mi mało czasu do wyjazdu?

    OdpowiedzUsuń
  6. No to masz problem, bo zimą Transfogaraska jest w ogóle zamknięta.

    OdpowiedzUsuń
  7. Za 3 tygodnie wyjeżdżam do Rumunii trasa lub może w planach do zobaczenia wszystko co u Ciebie z tą różnicą, że planujemy zdobyć Moldoveanu i Negoiu i 6 dni spędzić w Fogaraszach. Twoje foto i cała relacja świetna.

    OdpowiedzUsuń

 

Designed by Światłoczuła & LEW21. Powered by Blogger