Swiatloczula.eu

środa, 24 marca 2010

W wiosennych promieniach słońca...

nogi same niosą, a zwykłe wyjście po zakupy może stać się prawdziwą przyjemnością, oczywiście nie do Supermarketu, te omijam szerokim łukiem. Mam swój ulubiony bazarek. Jest malutki ale kupić tam można prawie wszystko. Na dodatek sprzedawcy wiedzą co lubię i sami dbają, żebym była zadowolona z zakupów. To bardzo cenne i miłe.
Ale nie o bazarku chciałam dzisiaj pisać, ten doczeka się na swoją kolej, jak już będzie więcej wiosennych warzyw, takich prawdziwych, dojrzałych w promieniach słońca.

Dzisiaj moja powrotna droga do domu troszkę się wydłużyła. Nie mogłam odmówić sobie przyjemności wracania przez park. Idąc, obserwowałam drzewa i krzewy. Niestety pąków jeszcze praktycznie nie widać, ale słońce tak przyjemnie grzało, że aż przysiadłam sobie na ławeczce. Mmm, miło było. Ciepełko, ptaszki cudnie śpiewały... Zaraz, jakie ptaszki? Rozejrzałam się uważnie, nie było żadnego... Chwyciłam za aparat i przez dziurkę uważnie zlustrowałam najbliższą okolicę. Dojrzałam jednego, ale to nie on śpiewał...



Tak sobie pomyślałam, że jemu też dobrze w tym słońcu, coś nas łączy :)

Dopiero na zdjęciu dostrzegłam, że jednak pąki są. Jeszcze chwilka i wiosna wybuchnie całą swoją zieloną mocą. Nareszcie!
Pozdrawiam wiosennie :)

czwartek, 18 marca 2010

Wreszcie jest, spotkałam ją osobiście :)

Miło mi ogłosić, że przyszła do nas wiosna, a oto dowody zebrane dzisiaj na moim podwórku :)





Od razu jakoś raźniej na sercu. Z tej radości aż rozpoczęłam dzisiaj wiosenne porządki. Jestem zmęczona, ale to dobre zmęczenie.

Pozdrawiam wszystkich wiosennie :)

wtorek, 16 marca 2010

Pomidorrr!

Była kiedyś taka gra. Jedno z dzieci zadawało coraz bzdurniejsze pytania, a przepytywany na każde miał odpowiadać: Pomidor. Na dodatek nie wolno się było roześmiać i to było w tym najtrudniejsze, a zarazem najśmieszniejsze. Do dziś się uśmiecham jak słyszę to słowo, a i do samych pomidorów też :)

Uwielbiam pomidory. Najbardziej takie świeże, prosto z krzaka... Zawsze najpierw odrywam ogonek i wącham... Mmm, co za zapach...

Dzisiaj zatęskniłam za pomidorami. Całą zimę udawałam, że ich nie widzę, bo te co są dostępne, są jakieś takie nieprawdziwe, ale dzisiaj nie wytrzymałam. Uśmiechnęły się do mnie same, takie podłużne, chyba z Hiszpanii. Wybrałam dwa, oderwałam ogonki... Nie jest źle, pachną. Nie tak jak te letnie, ale prawie :)

Pomyślałam sobie, że należy im się odpowiednia oprawa. Jak pomidor, to koniecznie też świeże listki bazylii, a ser Gorgonzola i oliwki same wpadły mi w ręce.



Składniki:
Farsz: 2 pomidory, garść czarnych oliwek, trochę świeżej bazylii, ok. 10 dag sera Gorgonzola.

4 tortille

Sposób wykonania:
Składniki farszu pokroić, wymieszać. Na plackach ułożyć porcje nadzienia i ciasno je zwinąć. Lekko posmarować oliwą i usmażyć ostrożnie (lubią się przypalić) na grillowej patelni.
Smacznego

Pomidory to temat rzeka, a sposobów ich przyrządzenia jest mnóstwo, więc chyba należy się im osobna kategoria. A może ktoś jeszcze zagra ze mną w Pomidora? ;)
Pozdrawiam

piątek, 12 marca 2010

Placki ziemniaczane prawie jak pizza:)

... ale jeszcze lepsze ;)



Składniki:
Na placki: ok. 1 kg ziemniaków, 2 duże marchewki, 1 cebula, 2 jajka, 4 łyżki mąki pszennej, kminek w ziarenkach, pieprz w młynku, sól, olej do smażenia.

Do przybrania: żółty ser (ja lubię Cheddar) i co mamy pod ręką. Ja miałam ochotę na marynowaną paprykę, czarne oliwki i kapary. Idealnie pasowałyby do tego zestawu anchois, ale nie miałam ich w domu.

Sposób wykonania:
Ziemniaki, marchew, cebulę obrać, umyć, zetrzeć na drobnej tarce do warzyw (na cienkie wiórki), wrzucić na sitko i dobrze odsączyć. Odsączoną masę przełożyć do miski, dodać jajka, mąkę, pół łyżeczki kminku, świeżo zmielony pieprz i ok łyżeczki soli (do smaku). Wszystko dokładnie wymieszać. Z przesączonego soku z warzyw delikatnie zlać z wierzchu płyn, pozostałą na dole skrobię dodać do masy i jeszcze raz wymieszać.
Placki smażyć na złoto. Po przełożeniu na drugą stronę posypać serem i pokrojonymi w międzyczasie dodatkami. Dosmażyć powolutku drugą stronę i wyłożyć na papierowy ręcznik, żeby odsączyć nadmiar tłuszczu, co wpływa nie tylko na kaloryczność potrawy ale też na jej chrupkość.
Pyyyyycha, właśnie zjadam ostatni kawałek :)

czwartek, 11 marca 2010

Resztkowa zapiekanka

Gdy nie mam pomysłu na obiad, najczęściej robię zapiekanki. To taka potrawa z niczego, ale bardzo smaczna. Zazwyczaj wychodzi mi jej za dużo, ale to nie problem. Resztki zawsze znikają na kolację ;)





Składniki:
1 kg ziemniaków, troszkę słoniny (najlepiej wędzonej), resztki kiełbas, wędlin, parówek itp., kawałek pora, 2 jajka, ok. 1/3 szkl. mleka, ok. 10 dag sera mozzarella i troszkę cheddara, sól, gałka muszkatołowa.

Sposób przyrządzenia:
Ziemniaki obrać, pokroić w pólplasterki grubości ok 1 cm, zalać wrzątkiem, dodać sól i ugotować. W międzyczasie zesmażyć drobno pokrojoną słoninę, następnie dodać pokrojone w paski "resztki", podsmażyć wszystko razem.
Ugotowane ziemniaki dobrze odcedzić, odparować, wyłożyć warstwą do wysmarowanego masłem żaroodpornego naczynia, oprószyć świeżo startą gałką muszkatołową.
Na ziemniaczkach ułożyć podsmażoną kiełbasę i pokrojonego w półplasterki pora.
Jajka wbić do kubka, roztrzepać widelcem, dodać mleko i troszkę soli, powtórnie wymieszać i zalać nimi zapiekankę. Posypać wszystko równomiernie startym serem, wstawić do nagrzanego piekarnika i zapiekać w temp. ok. 170 stopni jakieś 20-25 min.
Czas i temperatury podaję w przybliżeniu, bo te czynniki zależne są od piekarnika.
Najlepiej podejrzeć zapiekankę czy jajka już się ścięły.

Kiedyś zamiast mleka użyłam śmietany, niestety efekt był słaby, zapiekanka wyszła zbyt sucha... Ale może za mało jej użyłam. Dochodzę do wszystkiego metodą prób i błędów. Na szczęście te ostatnie zdarzają mi się bardzo rzadko :)
 

Designed by Światłoczuła & LEW21. Powered by Blogger