Swiatloczula.eu

poniedziałek, 13 września 2010

Sałatka z kalafiora

Kalafior to jedno z najbardziej ulubionych przeze mnie warzyw, pod warunkiem, że nie jest rozgotowany na papkę i podany w tradycyjny w Polsce sposób, czyli polany zrumienioną na maśle tartą bułką. Niektórzy jeszcze, o zgrozo, posypują to coś cukrem.

Mam na niego lepsze sposoby, takie jak, panierowane różyczki, kotleciki czy dzisiejsza sałatka. Tę ostatnią lubię najbardziej. Od kilku lat, regularnie pojawia się na moim stole.

Sałatka z kalafiora



Składniki:
1 niezbyt duży kalafior, 1/2 makaronu świderki (bardzo dobry jest razowy ale jakoś ostatnio zniknął z pobliskich sklepów), 2 - 3 świeże ogórki, pęczek koperku, cieniutkie plasterki wędzonego boczku, 2 - 3 łyżki majonezu, mały kubeczek jogurtu naturalnego, ząbek czosnku.

Sposób wykonania:
Kalafiora umyć i podzielić na różyczki, wrzucić do wrzącej, dobrze osolonej, lekko zakwaszonej cytryną i posłodzonej wody, ugotować na chrupko. Osobno ugotować makaron, oczywiście al dente. Jedno i drugie dobrze wystudzić. Obrane ogórki przekroić wzdłuż na pół i pokroić w równe, dość grube półplasterki. Dodać posiekany koperek. Majonez utrzeć z jogurtem i posiekanym ząbkiem czosnku. Wszystkie składniki delikatnie wymieszać, polać sosem i przybrać kawałeczkami usmażonego na chrupko wędzonego boczku (ja kupuję zawsze paczkowany Morliny, ze względu na rewelacyjnie cienkie plasterki).

Warunkiem udania się tej sałatki jest odpowiednie ugotowanie kalafiora i makaronu - nie mogą być rozgotowane. W trakcie gotowania trzeba co chwilkę próbować i wyczuć odpowiedni moment. Ważne jest też dobre osolenie wody, makaron i kalafior muszą być dobrze słone, ponieważ sałatek z ogórkami się nie soli - za szybko puszczają wtedy wodę.

Zamiast boczku, można użyć wędzonego lub grillowanego, pokrojonego w paseczki kurczaka.
Polecam, smacznego.

Niestety sezon na kalafiory pomału się kończy, coraz trudniej kupić zgrabny, ścisły, bielutki, niezbyt wyrośnięty okaz. Kiedyś poza sezonem próbowałam tych zagranicznych, porażka. Nie wiem, może za dużo sypią je chemią w transporcie bo po ugotowaniu były gorzkie. Dziękuję za taką wątpliwą przyjemność... Więc adios kalafiory ;)

PS. Z przykrością ogłaszam rozpoczęcie sezonu chorobowego. Do mnie już zawitał, więc w następnych notkach pewnie czosnek wystąpi w roli głównej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 

Designed by Światłoczuła & LEW21. Powered by Blogger