Swiatloczula.eu

piątek, 10 grudnia 2010

Rozgrzewająca zupka z czerwonej soczewicy... I zasmażka ;)

Zimą jakby mniejszą mam ochotę na sałatki. Gdy wpada się z tej zimnicy do domu, nie ma to jak ciepła, treściwa zupka. Zupę z soczewicy zaczęłam gotować od niedawna, ale już stała się hitem w moim domu. Przepis jest udoskonaloną wersją przepisu, który dostałam od koleżanki, zarówno jeśli chodzi o składniki jak sposób przyrządzenia i podania. Wiele robiłam wariacji na ten temat, ale tej ostatniej będę się trzymać. Jest doskonała!



Składniki:
ok. 0,5 kg chudego surowego wędzonego boczku, włoszczyzna, 1 op. czerwonej soczewicy (350 g), 1 cebula, 1 łyżka mąki pszennej, 2-3 łyżki oleju, listki laurowe, ziele angielskie, pieprz ziarnisty, kminek cały, majeranek, czosnek, sól do smaku, karton przecieru pomidorowego (0.5 l), resztki pieczywa na grzanki.

Sposób wykonania:
Do sporego gara wlać wodę, dodać dużą łyżkę soli, 3-4 listki laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego, małą garstkę (20-30 szt.) pieprzu ziarnistego, czubatą łyżeczkę ziaren kminku i obrane, przekrojone ząbki czosnku (pół główki). Wszystko razem zagotować.
Do wrzątku włożyć boczek, przykręcić gaz na minimum i pomalutku warzyć całość ok. 1,5 godziny.
W międzyczasie namoczyć soczewicę w zimnej wodzie, w osobnym garnuszku.
Gdy minie wspomniane wcześniej 1,5 godz., dodajemy do wywaru obraną, pokrojoną włoszczyznę, doprowadzamy do krótkiego wrzenia, przykręcamy gaz na minimum i zostawiamy go w spokoju, niech się powolutku pyka jeszcze ok godzinkę.

W tym czasie gotujemy również soczewicę i przygotowujemy grzanki.
Gotowanie soczewicy nie wymaga specjalnej uwagi. No może tylko na początku, bo po zagotowaniu lubi wykipieć, ale jak już opanujemy ten moment, przykręcamy gaz na minimum i też zostawiamy ją w spokoju.
Natomiast grzanki, hmm, z tym bywa różnie. Ostatnio się zagapiłam i dopiero siwy dym i smród mi o nich przypomniały. Nie było co ratować. A wietrząc, tak wymroziłam mieszkanie, że cały wieczór siedziałam potem w swetrze.

Wracając do tematu, grzanki łatwo jest przyrządzić :]
Pieczywko kroimy w kostkę, układamy na blasze, wstawiamy do nagrzanego piekarnika, i suszymy pomalutku w temp. 150-175 stopni. Bez termoobiegu! Jest zdradliwy, nawet na chwilkę nie można przysiąść wtedy przy kompie ;)
Dlatego dokładnego czasu pieczenia nie podam, trzeba pilnować i już.

Gdy mamy już grzanki, to i wywar na pewno jest już dobry.
Wyjmujemy wtedy boczek: mmmm, co za zapach... Talerz z boczkiem stawiamy w otwartym oknie bo do lodówki gorącego przecież nie wstawimy. W mroźnym, zimowym powietrzu szybko ostygnie, a i sąsiadom smaku narobimy :P

Wywar przecedzamy przez sito i dodajemy do niego ugotowaną soczewicę i przecier pomidorowy.

Teraz przygotowujemy zasmażkę: Na głęboką patelnię wlewamy 2-3 łyżki oleju, rozgrzewamy go, następnie wrzucamy drobno pokrojoną cebulkę i chwilkę podsmażamy. Gdy zacznie się złocić i pachnieć, dodajemy czubatą łyżkę mąki i robimy klasyczną, polską zasmażkę: Otrzymaną papkę energicznie rozcieramy drewnianą łyżką i smażymy aż delikatnie zmieni kolor i poczujemy charakterystyczny zapach. Wtedy podstawiamy patelnię pod kran i wlewamy troszkę zimnej wody. Bucha para i wtedy dopiero szybko zaczynamy mieszać, żeby nie zrobiły się nam kluchy. Gdy już rozetrzemy grudki mąki i uzyskamy gładką masę, znowu dolewamy troszkę wody i dalej rozcieramy, a potem jeszcze raz, aż uzyskamy konsystencję gęstej śmietany.
Gdy już taką mamy, wlewamy na patelnię trochę zupy, rozcieramy ponownie i całość wlewamy do gara z zupą.
Doprowadzamy do wrzenia i mieszając gotujemy jeszcze przez 10-15 min, żeby się smaki przegryzły, w międzyczasie dodajemy roztarty w dłoniach majeranek.

Zupkę podajemy z pokrojonym i świeżo zrumienionym na chrupko boczkiem i grzankami. Grzanki oczywiście podajemy osobno, żeby nie rozmiękły.

*****

Ufff, ale się rozpisałam, ale przygotowanie takiej zupy to zdecydowanie wyższa szkoła jazdy. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a tych tu nie brakuje.

Z opisu wychodzi, że to gotowanie na pół dnia. Może i tak, ale na pocieszenie dodam, że taka porcja starcza na 3 dni i jak zwykle w takich przypadkach, najpyszniejszy jest ostatni talerz, więc warto się postarać.

Smacznego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

 

Designed by Światłoczuła & LEW21. Powered by Blogger