Swiatloczula.eu

poniedziałek, 28 marca 2011

Warszawa - Żoliborz (Joli Bord), czyli po prostu Piękny Brzeg

Wreszcie przyszła. Co prawda nieco później niż ta kalendarzowa, ale dziś już naprawdę czuło się ją w powietrzu. Jeszcze tylko niech spadnie trochę deszczu, a wybuchnie z całą swoją zieloną mocą. Już nie mogę się doczekać długich spacerów i wycieczek rowerowych. Uwielbiam je, nawet jeśli ograniczają się tylko do tej paskudnej Warszawy.

Dlaczego paskudnej? To proste.
Niemal codziennie spotykam takie opinie o Warszawie. Co najciekawsze, z reguły wygłaszają je przyjezdni i to tacy, którzy przyjechali za chlebem. Nie będę tu opisywać ich zachowań, mimo, że pozostawiają dużo do życzenia, ale chciałabym dać im drobną wskazówkę. Jak już tu jesteś drogi gościu, to zanim zaczniesz narzekać, rusz dupę i postaraj się choć trochę poznać to miasto. Tylko z tej prawdziwej strony. Odpuść sobie Złote Tarasy i Arkadię, wsiądź w metro i przyjedź na Żoliborz. To jest prawdziwa Warszawa, dla mnie wręcz magiczna.



Oczywiście, jest więcej takich miejsc i wkrótce postaram się je tu przedstawić.

I jeszcze jedno. Nie rozumiem takiego krytykowania. Byłam już naprawdę w wielu miastach Polski i nie tylko, i o żadnym nie śmiałabym powiedzieć, że jest okropne.
Tak to już jest, że każde miasto na świecie, ma swoje lepsze i gorsze strony. Ja zawsze szukam tych lepszych :)

środa, 2 marca 2011

Naleśniki z rukolą, kurczakiem, camembertem i żurawiną

Wiosna nas nie rozpieszcza, niby słońce świeci już mocno, ale to jedno wielkie oszustwo bo mróz nie odpuszcza. Znużona codziennym nakładaniem na siebie wielu warstw, wczoraj dałam się nabrać no i oczywiście zmarzłam. Aż się herbatką z prądem musiałam potem rozgrzewać, bo zarazy w tym roku wyjątkowo upierdliwe, a ja już sobie żadnej nie życzę.
Ciężka, zimowa dieta też już mi się znudziła, tęsknię za zielskiem i lekkimi sałatkami. Jeszcze chwilka...
Na pocieszenie nasmażyłam wczoraj furę naleśników, a że tylko ser i dżem z pasujących rzeczy miałam w domu, więc były tradycyjne. Za to dziś poszalałam, żurawina i camembert to genialne połączenie smaków, a do tego chrupiące orzechy... Mniam :)



Składniki:
8 naleśników
Farsz: Połówka piersi z kurczaka, serek typu camembert albo brie, dwie garście rukoli, 100-150g orzechów włoskich, 2 łyżki majonezu, mały słoiczek żurawiny.

Sposób wykonania:
Pierś z kurczaka zamarynować w ulubionych przyprawach i odstawić przynajmniej na 1-2 godziny. Po tym czasie usmażyć ją, najlepiej na grillowej patelni. Wystudzić.

Teraz zabieramy się za farsz: Kurczaka kroimy w paski, camemberta w kostkę, orzechy i rukolę jakkolwiek, byle nie za drobno, bo znikną ;)
Wszystko wrzucamy do miski, dodajemy majonez i lekko mieszamy.

Na każdym naleśniku robimy podłużne kleksy z żurawiny i nakładamy po czubatej łyżce stołowej farszu. Całość zwijamy jak krokiety (żeby sos powstały z majonezu i żurawiny nie wyciekał) i pomalutku smażymy na patelni aż się z obu stron zrumienią, a ser w środku się rozpuści. Nie patrzę na zegarek, ale myślę, że w sumie trwa to jakieś 15 min.

Smacznego

Tak sobie myślę, że oprócz kurczaka świetnie można tu wykorzystać resztki pieczonego schabu albo indyka, a zamiast orzechów, uprażone na patelni pestki słonecznika lub dyni.
 

Designed by Światłoczuła & LEW21. Powered by Blogger