Swiatloczula.eu

środa, 22 czerwca 2011

Chorwacji cd i troszkę o matce specjalnej troski ;)

Tak sobie myślę, że o Chorwacji właściwie nie ma co się rozpisywać, w sieci jest pełno opisów i reklam, więc Ameryki w tym temacie nie odkryję. Faktycznie, jest to mały kraj na wielkie wakacje, ale pod jednym warunkiem, poza sezonem.

Wypasiony kemping, na którym mieliśmy rezerwację okazał się całkowitą porażką. Przyczepa na przyczepie, a rezerwacja dokonana za 25 euro sprowadziła się do tego, że nas na niego wpuścili, a potem człowieku martw się sam. Byliśmy jednak zbyt zmęczeni, by szukać innego. Jakoś udało się wcisnąć 2 przyczepy, ale nie były to warunki, w jakich chcielibyśmy spędzić wakacje. Ale nic to, pomyślimy o tym jutro.
Dzisiaj już tylko kolacja z drinkiem i kąpiel w ciepłym morzu. Znaczy, tak myślałam.

Przed snem postanowiłam przespacerować się jeszcze do toalety i to był błąd. Odnalezienie w nocy, w nowym miejscu, na 13-hektarowym kempingu jest praktycznie niemożliwe. Niby miałam ze sobą komórkę, ale wszyscy byli tak zmęczeni, że nie słyszeli gdy dzwoniłam... Błąkałam się po ciemku przez dłuższy czas i lipa. Już sobie nawet bardzo nieszczęśliwa zaczynałam myśleć, że gdzieś pod płotem przekimam do rana, gdy zaczęło się rozjaśniać i gdzieś na horyzoncie mignął mi znajomy cyprysik.
Udało się, znalazłam się we własnym łóżku, ale już wiedziałam na pewno, że nie zostanę tu ani chwili dłużej, niż to konieczne.

Oczywiście następnego dnia wszyscy mieli ze mnie niezły ubaw. Tak już mam, że jak komuś może się zdarzyć coś dziwnego, to na pewno będę to ja. Moje dziecko już dawno mnie nazwało mamą specjalnej troski ;)
Chociaż, po zastanowieniu, to my właściwie wszyscy tak mamy, ale ciiiii ;)

W każdym razie, następnego dnia panowie ruszyli na poszukiwania czegoś lepszego, w sensie mniejszego i spokojniejszego. I oczywiście znaleźli, na nich zawsze można liczyć! Spakowanie 2 "domków" zajęło nam niecałe 15 min, a po następnym kwadransie rozbijaliśmy się na małym, cichym kempingu pod sosnami. Praktycznie na samej plaży! To nic, że wifi nie latało w powietrzu, było po prostu pięknie :)



Potem już naprawdę była bajka, pod warunkiem, że nie chciało nam się akurat czegoś zwiedzać, a że ja praktycznie nie umiem usiedzieć na miejscu, tylko nosi mnie z aparatem, to się wkurzałam. Znaczy trochę zwiedziliśmy, ale to pikuś wobec tego co chciała bym zobaczyć.
Tak więc Chorwacja jak najbardziej tak, ale nigdy w sezonie.

A tak w ogóle to prawdziwe morze jest zielone, dlatego w tym roku wracam nad Bałtyk. Już kilka lat nad nim nie byłam, a baaaardzo tęsknię.

Ufff, zdążyłam ;)

niedziela, 19 czerwca 2011

Chorwacja - kraina w skale wykuta

Nijak nie mogłam się za nią zabrać. Niby fajna, ale... No właśnie, za dużo tych ale było. Było za gorąco, za dużo ludzi i zdecydowanie zbyt monotonnie. Znaczy pięknie, ale wszędzie tak samo, czyli nudno. O czym upewniło mnie przejrzenie ok 1,5 tys zdjęć. Taka bajka, ale troszkę dla leniwców ;)
W każdym razie co najmniej kilka fajnych fotek udało mi się wybrać i zmontować coś w bardzo wakacyjnym nastroju. Zapraszam :)



Dalszy ciąg za chwilkę, cokolwiek to znaczy :)

niedziela, 12 czerwca 2011

Sałatka ziemniaczana raz jeszcze :)

To tak na potwierdzenie, że jest żelazną pozycją w moim domowym menu, a i fotka zdecydowanie lepsza mi wyszła ;)


Polecam klik

A tak w ogóle to kocham późną wiosnę / wczesne lato. Młode ziemniaczki, fasolka, kalafiorek i do tego truskawki. Jest cudnie :)

Dobra, obiecuję, że następna notka będzie wreszcie o Chorwacji :)

piątek, 3 czerwca 2011

Kotlety z kalafiora absolutnie wypasione ;)

Przymierzałam się do nich od dłuższego czasu i wreszcie je popełniłam. Tzn. popełniłabym je już wcześniej, ale żaden ze znalezionych przepisów mnie nie satysfakcjonował. Miałam okazję ich popróbować w kilku miejscach i zawsze im brakowało, ale wiedziałam, że przy odrobinie wysiłku mogą być rewelacyjne. Potrzebny był tylko pomysł, który, jak to najczęściej bywa, sam w końcu przyszedł.
Wyszły przepyszne :)



Składniki:
Proporcje na młodego kalafiora. Na sezonowego resztę składników należy podwoić.
1 kalafior, średniej wielkości cebula, 5 plastrów (na oko 10 dkg) surowego wędzonego boczku, 5-10 dkg (znowu na oko było) ostrego zółtego sera, garść posiekanego koperku (mmmm, jak on teraz pachnie!), 2 jajka, bułka tarta, sól, pieprz w młynku, olej do smażenia.
W wersji wege boczek można zastąpić lekko uprażonymi pestkami z dyni, słonecznika, albo orzechami, ważne by było to coś chrupkiego.

Sposób wykonania:
Kalafiora myjemy, dzielimy na różyczki i gotujemy w dobrze osolonej wodzie, z dodatkiem łyżeczki cukru i soku z połówki cytryny. Gdy jest już miękki (ale nie rozgotowany), odcedzamy i zostawiamy do wystudzenia.
Boczek kroimy w dość drobną kostkę i pomalutku smażymy na oleju aż uzyska właściwą chrupkość. Wtedy, odsączając tłuszcz, zdejmujemy go z patelni, a na pozostałym rumienimy na złoto cebulkę. Podczas smażenia dobrze jest ją posolić, wtedy nie przypala się, tylko ładnie złoci. Oczywiście rumienimy ją też pomalutku. Gotową odstawiamy żeby też ciut przestygła. Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach.

Teraz zaczyna się właściwa robota: Różyczki kalafiora wrzucamy do miski i traktujemy praską do ziemniaków, ale bez przesady. Następnie dodajemy przygotowane wcześniej boczek, cebulkę, koperek i ser. Do tego dodajemy 2 czubate łyżki tartej bułki, wbijamy surowe jajo i wkręcamy sporo pieprzu.
Wyrabiamy wszystko na jednolitą masę i formujemy zgrabne kotleciki.
Panierujemy je w jajku i tartej bułce i smażymy na złoto.

Dla mnie bomba! Serving sugestion nie będzie, bo wpierniczałam je same. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Nawet na zimno były pyszne.

Wiem, nie są wege, ale ja też nie jestem. Ma być w miarę lekko i smacznie i tyle w temacie :)

PS. W następnych notkach będzie o ostatnich wakacjach. Wreszcie przebiłam się przez fotki. Wiem, beznadziejna jestem, ale tak już mam, że jak na coś nie mam ochoty, to nie i już. Nic na siłę.
Grunt, że zdążę (chyba) przed następnymi wakacjami :)

Pozdrawiam ciepło :)
 

Designed by Światłoczuła & LEW21. Powered by Blogger